Loading

A CO Z LANDA?

Przez redaktoraMorten B. Reitoft

Minęło już trochę czasu, odkąd ostatnio pisałem o Landa Digital Printing, ale są powody, by wrócić do tej historii. Kiedy Landa została przejęta przez firmę private equity FIMI w 2025 roku, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, była taka, że odwrócenie losów firmy będzie zadaniem niemal niemożliwym. W okresie poprzedzającym przejęcie nagłówki nie były pochlebne — niezapłacone rachunki, niezadowoleni klienci, problemy z jakością — i choć my, podobnie jak inni, relacjonowaliśmy te wydarzenia, odwiedziliśmy też Landa w Izraelu tuż przed drupa 2024.

Ta wizyta była pod wieloma względami zaskakująca. Landa był otwarty. Nie defensywny, nie lekceważący — po prostu otwarty. Nasza krytyka na przestrzeni lat tak naprawdę nie dotyczyła samych wyzwań, lecz raczej braku przejrzystości wokół nich. Większość klientów, z którymi rozmawialiśmy, rozumiała ryzyko. Inwestycja w Landa nigdy nie była bezpiecznym zakładem — ale mogła być przełomowa. Jeśli nanografia mogła dotrzymać obietnic z drupa 2016, potencjał wzrostu był nieporównywalny z niczym innym na rynku.

A potencjał jest realny. Obserwowanie, jak głowice drukujące Fujifilm Samba natryskują niemal niewidoczną warstwę atramentu na podgrzewany pas, a następnie przenoszą zachwycający obraz na niemal każde podłoże, robi wrażenie. To jest inne. To jest sprytne. To jest wyjątkowe. Ale jednocześnie natychmiast stawia podstawowy wymóg: transfer musi być doskonały. Nie niemal doskonały — doskonały. Wszystko gorsze wiąże się z ryzykiem zanieczyszczenia przez poprzednie obrazy. Już samo to stanowi poważne wyzwanie inżynieryjne.

To prowadzi mnie do czegoś, co zastanowiło mnie podczas naszej wizyty. Kiedy zobaczyliśmy S11P—szybszą ewolucję S10—uwaga nie była tak naprawdę skupiona na elegancji procesu przenoszenia. Zwiększona prędkość wydawała się wynikać głównie ze zwiększonej wydajności suszenia, w tym zmodernizowanego NIR. Więcej energii. Więcej suszenia.

I to prowadzi do prostego pytania: dlaczego?

Jeśli celem jest przeniesienie prawie suchej warstwy polimeru z podgrzewanego pasa, to dlaczego po przeniesieniu nadal wymagane jest intensywne suszenie?

Odpowiedź, jak to widzę, jest taka, że „prawie suchy” to za mało. Tak jak w każdym innym atramentowym systemie wodnym, pozostała wilgoć musi zostać całkowicie usunięta, aby zapewnić stabilność, trwałość i powtarzalność. Jeśli nie, trzeba zastosować dodatkowe procesy — na przykład powlekanie inline — albo zwolnić prędkość maszyny. A ponieważ szybkość jest jednym z najważniejszych KPI dla każdej inwestycji w Landa, rozwiązanie staje się oczywiste: dodać więcej suszenia.

To nie jest krytyka — to rzeczywistość. Ale nieco zmienia to narrację. Nanografia nie eliminuje suszenia. Przenosi je — a potem je wzmacnia.

Od momentu przejęcia przez FIMI komunikacja dotycząca kierunku, postępów czy priorytetów była bardzo ograniczona. Nie ma żadnego realnego wglądu w to, co zostało naprawione, co nadal stanowi wyzwanie ani dokąd zmierza firma. Miałem krótką wymianę zdań z Yardenem Ben-Dorem, który był nastawiony pozytywnie, ale jednocześnie zasugerował, że być może jest jeszcze za wcześnie, by wiele ujawniać. W porządku. Ale potem, niedługo później, pojawia się komunikat prasowy o chińskim kliencie kupującym drugą prasę.

To rodzi pytania.

Niekoniecznie chodzi o samą transakcję — ale o kontekst. Landa w przeszłości była kojarzona z agresywnymi modelami komercyjnymi, w tym z instalacjami ściśle powiązanymi z umowami opartymi na wynikach. Powiedziano mi, że tutaj tak nie było, i nie mam powodu, by w to nie wierzyć. Mimo to, gdy firma z taką historią milknie na dłuższy czas, a potem pojawia się ponownie z pozytywnym komunikatem, budzi to wątpliwości.

Ponieważ alternatywa nie wchodzi w grę. Maszyn nie można sprzedawać tak, jak było to wcześniej.

A to staje się jeszcze bardziej oczywiste, gdy spojrzeć na rynek wtórny.

Niedawno natknąłem się na Landa S10P wystawioną na sprzedaż na PressXchange. Maszyna z końca 2022 roku, a więc obecnie oferowana na rynku na początku 2026 roku. Jeśli założymy nawet umiarkowane wykorzystanie — dwie zmiany, 70% czasu pracy bez przestojów, 4 000 arkuszy na godzinę — należałoby oczekiwać blisko 50 milionów arkuszy w ciągu trzech lat. Rzeczywista liczba? Około 2,3 miliona.

To nie jest przerwa. To jest oświadczenie.

To oczywiście nie wyjaśnia wszystkiego — ale stawia najważniejsze ze wszystkich pytań: czy te maszyny są używane zgodnie z przeznaczeniem?

Dlatego Landa musi komunikować się jaśniej.

Jaki jest plan w ramach FIMI?
Czego nauczyły pierwsze instalacje?
Czy problemy z konsystencją zostały rozwiązane?
A co z kosztami i żywotnością materiałów eksploatacyjnych, takich jak blankiety?
A być może co najważniejsze, jaki jest rzeczywisty ślad energetyczny przy połączeniu pasów grzewczych, suszenia NIR, systemów transportowych i opcjonalnego UV?

To nie są niesprawiedliwe pytania. Są konieczne.

Ponieważ rynek się zmienił. Kiedy Landa została wprowadzona w 2012 roku, sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Dziś wielu dostawców oferuje bardzo wydajne rozwiązania atramentowe — głównie w B2, tak — ale często z większymi prędkościami i coraz bardziej stabilną wydajnością.

Co prowadzi mnie do ostatniego pytania, nad którym myślałem.

W przypadku opakowań B1 ma pełny sens. Format napędza wydajność. Ale czy w druku komercyjnym nadal tak jest?

Prasa B1 oznacza więcej głowic drukujących, większą złożoność, wyższe nakłady inwestycyjne i często bardziej wymagające wymagania dotyczące uszlachetniania. W świecie krótszych nakładów, szybszych przezbrojeń i rosnącej automatyzacji, czy większe zawsze znaczy lepsze — czy też punkt optymalny przesunął się?

Nie mam odpowiedzi. Ale myślę, że to pytanie warte zadania.

Landa pozostaje jedną z najbardziej ambitnych — i najbardziej fascynujących — historii w naszej branży. Wizja wciąż jest przekonująca. Technologia wciąż jest unikalna. Ale dziś, bardziej niż kiedykolwiek, rozmowa musi przejść od potencjału do wydajności.

Do tego czasu branża pozostaje nie z odpowiedziami — lecz z pytaniami.

Add/View comments for this article →


Comments
user